jak Ty

Nie potrafiłam kochać
tak pozornie i przekornie jak Ty.
Wybacz, nie potrafiłeś oddać
każdy oddech, skradzione słowa.
Przepraszam za te dni.

Wybacz za odebrany mi czas
żart zamieniony w miłość.
Za późno byłeś, ubyło Cię we mnie
choć nadal myślę, że to ja
wymyśliłam Ciebie od nowa.

EC

Nikomu już nie chce się kochać

W tym całym kieracie życia
nikomu już nie chce się kochać
pomyleni szaleńcy
łamią wartości na pół
liczą od końca
serce dzielą na ćwiartki
a później wielce zdziwieni
że miłość tylko na ekranach kin.
Wracają w półmroku, nad ranem
samotnie wpatrzeni w ruch
każdy z nich na bezludnej wyspie
dotykiem szuka wielkich fal.
Rozmywa się ta nadzieja, przelewa przez palce
nie widzą, nie wiedzą, że to tłum
i każdy samotnie chce kochać
oczami dzielona tęsknota
zgubieni przez własne lęki
z cierpienia ścielą swe łoża.
Do domu dotrzeć nad ranem
zmyć z siebie resztki jego snu
nikomu już nie chce się kochać
lepiej marzyć, niż całość oddać
taka ich miłość na pół.

EC

Jeszcze

Jeszcze kilka kroków
w przeciwną stronę.
Jeszcze jeden oddech,
zimny dotyk.
Jeszcze jeden mur do zburzenia
i prosta droga, bez powrotów.
Jeszcze kilka drobnych spojrzeń
i rozmów
przebytych kilometrów
samotnych nocy.
Jeszcze kilka straconych nadziei,
nijakich dźwięków rozkoszy.
Jeszcze kilka powierzchownych ran,
łez w oku.
Jeszcze kilka objawów ciszy,
westchnień
odtrąconych nocy.
Potrzeba troszkę więcej czasu,
kilku Jeszcze
by zacząć szukać pomocy
w ramionach innych
niż Twoje.

EC

Zimą się śpi

zimą się śpi
zimą się śni
na jawie się śpi
bo w nocy
nie można

zimą się śpi
sen w śnie, na jawie się śni
że serce drobniutkie
niezwykłe
nieprzywykłe do snu
do mrozu i znów

zimą się śni
że przyjdziesz gdy w śnie
zamieram, umieram
i lekko zostaniesz
wyszepczesz, że chcesz
obudzić mnie w śnie

bym spać już przestała
na jawie czy nie
bo serce drobniutkie
niezwykłe
nieprzywykłe do snu
do mrozu
i znów

zimą się śpi
zimą się śni
i serce zamiera
umiera
umieram

bez Ciebie wciąż śpię

EC

Zagubieni

Czujemy na sobie niewidzialne blizny
i otępiałe spojrzenia nas samych.
Czujemy, choć czucia w nas brak,
że lepiej zostać niż starać się o lepsze.
Dłonie samotne w kieszeniach,
ulica i usta zmarznięte na wietrze
i krew wypływa z nich lepka
od słodkich naszych kłamstw,
że lepiej zostać niż starać się o lepsze.
Mroźne powroty do scenicznych bram
skąd człowiek uciec chce
i serce krępowane przez dotyk,
bo lepiej zostać
niż budzić się bez krat.

EC