Hejt nad Hejtami

Powinnam… nie pić, nie palić, nie przeklinać, unikać kłopotów, rozgłosu, plotek, nie obracać się w wątpliwym towarzystwie, mieć znajomych, którzy są niedorzecznie powściągliwi, a przez to niedorzecznie nudni, przyjaciół czy pseudo przyjaciół, którzy mogą coś załatwić, coś ułatwić, w czymś pomóc, a przy okazji obrobić ci tyłek w taki sposób, że poczujesz w trzewiach jak bardzo jesteś obracany/ruchany na prawo i lewo, mieć obłudne koleżanki, które w koło rozprawiają na temat bycia z kimś, nie bycia z kimś, zakupów, cool spoko snapek, twittów, insta, endo mondo srodno, czyichś tyłków, czyichś dzieci, czyichś butów… Powinnam odbierać telefony, starać się za innych, biegać za ludźmi i pozwalać sobą pomiatać, by innym żyło się lepiej. Powinnam wszystko o wszystkich wiedzieć, żeby żaden wujekcórkikuzynadziadkaStefki nigdy mnie nie zaskoczył. Powinnam znaleźć przyzwoitą pracę, etacik (bo inaczej nie należysz do grupy pracującej), zarabiać minimalną krajową i cieszyć się, że na koniec miesiąca można pozwolić sobie na ‚coś’ ekstra. Powinnam mieć porządnego, dobrego faceta, bez nałogów, z konserwatywnego domu, który jest dumnym posiadaczem auta, 10 ha pola/lasu/łąki, mieszkania, umowy o pracę na czas nieokreślony i chęci, by stworzyć szczęśliwą rodzinkę. Powinnam planować ślub, dzieci, dom, rodzinę, kredyt, i ‚jak to jest możliwe, że Ty nie w związku(?)’, bo przecież kurwa posiadanie faceta jest wyznacznikiem zajebistości, a jeżeli singiel-ka to albo lesbijka, albo brzydka/głupia/na pewno coś jest z nią nie tak (tutaj wstaw dowolną frazę). (Pamiętam słowa mojej znajomej sprzed kilku lat, cyt. „Em zakochaj się, znajdź faceta, to wspaniałe uczucie być tak szczęśliwą, być w związku.” Serio kurwa? Wtedy przemilczałam.) Powinnam być praktykującą katoliczką, która regularnie przekracza próg kościoła (przynajmniej bramę wjazdową), ale nie dla siebie, nie z czystej chęci i szczerej, prawdziwej wiary w wartości i w system kościoła katolickiego, tylko dla innych, dla obcych ludzi, którzy obchodzą mnie tyle co zeszłoroczny śnieg, i tylko po to, by sąsiadka zobaczyła, że panienka dobrze wychowana, że taka świątobliwa, religijna. Powinnam być szczęśliwą posiadaczką NK, Insta, Twitta, Twitcha, MySPACE, Fb (elity wśród elit, zabójcy prywatności) zbierać lajki, serduszka, buziaczki, oczka, języczki, kciuki, ochy, achy, echy, wow-y, yay-y. Powinnam być multikulturowa, wszechobecna, doinformowana, tolerancyjna. Powinnam spędzać czas w domu, w restauracji, w teatrze, w kinie, na koncertach, na łonie natury, na wycieczkowaniu – na odkrywaniu nowego znaczenia ‚bycia trendy’ (czyli kto, z kim, gdzie – wszystko skrupulatnie zaznaczone na fejsbuku). Chodzić na siłownię, robić przysiady, brzuszki, biegać, pływać, skakać, jeździć, tańczyć, spacerować, uprawiać sport, zażywać świeżego powietrza, wszędzie zaznaczać, że jestem fit, bio, pro i STOP GMO. Powinnam mieć pupę po tuningu, usta po tuningu, cycki po tuningu, ombre, sombre, bronde, #coolhotsummerlookbeachplease. (I jeżeli wy, faceci myślicie, że tylko wasz gatunek jest ciągle oceniany to głupi jesteście.) Powinnam mieć rozsądne plany na przyszłość i w ogóle powinnam być rozsądna we wszystkim co robię i podchodzić do życia z optymizmem, szczerym uśmiechem, z jebaną troską o innych ludzi, z wyrozumiałością, dobrocią, ciepłem etc. Powinnam być skromna, posłuszna, cicha, wygadana, towarzyska, minimalistyczna, rodzinna, ambitna, zaradna, aspirująca na przyszłość, szczera, zakłamana (by kogoś przypadkiem nie urazić), obecna w danej chwili, silna, delikatna, kobieca… Powinnam potrafić sprzątać, gotować, robić pranie i dobrze rozkładać nogi. Powinnam kochać życie, kochać siebie, kochać ludzi i rzygać tęczą od tej całej wszechogarniającej miłości. Powinnam (kurwajapierdolę) przestać robić to wszystko co nie daje zysków/korzyści materialnej, nie tworzyć, nie kreować, nie rozwijać pasji, nie być świadoma, nie pytać, nie obserwować, nie analizować.
Nie, nie i nie, nie możesz, nie powinnaś, nie to niewłaściwe!

Po prostu… nie być sobą. Być taka jak inni, bo inni są lepsi.

1416227426304

 

Nie słucham już Twoich rad, każdy uczy się na swoich błędach. Nie muszę też wszystko wiedzieć, to czego nie ma obok, nie interesuje mnie. Poszerzajmy horyzonty – mówią, lepiej jednak izolować się od tego, co nas zasmuca niż tkwić w tym bezsensownie. Świata i ludzi nie zmienisz, niech każdy żyje tak jak chce. Niech każdy na własnej skórze poczuje konsekwencje własnych poczynań. Nie muszę znać wszystkie reguły gier i nie muszę bawić się ze wszystkimi. I tak każdy cierpi, i tak prędzej czy później ktoś Cię zrani lub zawiedzie. Czy znajomość zasad pomoże wtedy w bólu? Nie sądzę. Lepiej być silnym człowiekiem, otwartym na wszystkie przeciwności losu niż ślepo podążać i robić to co wszyscy, by uniknąć zranienia. A jeżeli ktoś z tego zrobił swój sposób na życie, nie naśladuj, znajdź swój. Jak człowiek zagubiony to uwierzy we wszystko. Ból jest potrzebny, tak jak smutek i cierpienie. Emocje żyją w symbiozie, radość – smutek, szczęście – cierpienie, światłość – ciemność. Nie unikniesz tego co jest nieuniknione. Niech nikt Ci nie wmówi coś, czego nie doświadczyłeś na własnym sercu. Graj w otwarte karty. Nie baw się z innymi, bo ktoś Ci powiedział, że tak lepiej. Choć świat jest niesprawiedliwy, a ludzie brutalni… takie jest życie, życia nie unikniesz. Nie musisz być idealny w tym wszystkim, wystarczy, że będziesz sobą.

EC

Rys. Zipcy 집시

Wojna o pokój

Weź tą pieprzoną broń i zastrzel mnie
idź
przyprowadź innych ludzi
niech zrobią to samo
idź
nie stój jak głupiec na środku ulicy
patrz jak świat zamienia się w ruiny
krzyk
a krzyk za oknami fałszywych informacji
spójrz jak ludzie płyną z prądem
wymieniają się ciałem
grzęzną na mieliznach powierzchowności
Idź po ten cholerny nóż
idź po ludzi, rozetnij zasłony
weź każde moje słowo i wrzuć im do gardeł
niech mnie zjedzą
niech się dławią
niech wyrywają sobie żebra
by oddychać swobodniej
niech pierdolony strach odetnie im mózg,
serce
i radość

Weź tą pieprzoną broń i zastrzel mnie
idź
przyprowadź innych ludzi
niech zrobią to samo

EC

 

Ja?
Szukam sensu w tym wszystkim. Prawdziwości słów, trafności decyzji, szczerości w stosunku do siebie. Co dostaję? Nic, pustkę. W pierwszej chwili myślę, dobrze zrobiłam, a później, że popełniłam błąd i właściwie to nie jest kwestia żalu, bo mi niczego nie żal, stało się, ot co, jednak… mogło być(?) inaczej. Człowiek stoi nad przepaścią i zastanawia się czy warto skoczyć, czy nie. Czy tam na dole jest lepiej, czy może za jakiś czas będę musiała wspiąć się, by znów zobaczyć słońce na wzgórzu? A gdy zostanę i ze wzrokiem utkwionym w przepaść, zastygnę, zastanawiając się co mogło mnie tam spotkać. Gdzie kończy się szacunek do siebie? W którym momencie odpuścić? Czy liczą się bardziej słowa, czy wewnętrzna intuicja? Mamy różne charaktery, najważniejsze jest to, by wgryźć się w drugiego człowieka i poznać go na tyle, żeby wiedzieć co on tak naprawdę myśli i czuje. Często nasze słowa i zachowanie nie odzwierciedla naszych uczuć. Mamy otoczki, bariery, mury budowane przez lata. Zniszczysz jedno, pojawi się drugie. Myślisz, że wygrałaś, a za chwile przegrywasz na kolejnym etapie. Praca, praca i ciągła praca, nad sobą, drugim człowiekiem, ale tylko wtedy, gdy on tego chce, a przynajmniej rozumie i pozwala Ci na to. W innym przypadku to jak burzenie muru młotkiem, jakieś efekty są, ale gdy brak cierpliwości człowiek zwyczajnie się poddaje. Niesamowite jak bardzo ludzie są skomplikowani, jak złożone mają charaktery, jak mocno tkwią w swoich przekonaniach i uprzedzeniach, jak bardzo przykre doświadczenia wyryły trwałe blizny w umyśle do końca życia. Zależy Ci, więc chcesz ratować, ale nie masz pozwolenia i zdajesz sobie sprawę, że to nie Ciebie miał spotkać, to nie Ty go uratujesz, to nie Ciebie miał pokochać. To nie Ty, ktoś inny, choć tak mocno w to wierzyłaś.

EC

Powroty

To dobrze, że potrafimy na siebie nie patrzeć
odwracać głowę w przeciwną stronę
iść tam gdzie nas chcą
dla których znaczymy więcej niż dla nas samych.
Dobry znak, gdy w nocy zaczynamy spać
albo być z kimś innym
nie obwiniając nikogo za bieg wydarzeń
za zło, które wdarło się między nami.
Dużo znaczy, gdy milczeniem wygrywasz wojnę
bitwę o wielką sprawę
że lepiej już nic nie mówić, tylko do ludzi
może inaczej jest po drugiej stronie ściany.
To dobrze, że wybraliśmy dla siebie godzinę
na ostatni powrót do sprawy
i wracamy, zapominając o zapomnianych
udajemy, że nikogo innego nie znamy.

EC

 

Miłość jest bardzo trudna. Jest piękna, ale trudna. Kiedy każdą komórką swojego ciała tęsknisz, a nie możesz być, wtedy zamieniasz się w obłęd myśli. Walka ze sobą, by zaspokoić pragnienia, albo po prostu o nich zapomnieć. Co kilka chwil zmieniasz nastawienie. Szukasz gdzieś tam głęboko w sobie nadludzkiej siły, by przetrwać i dalej żyć, jakby nic się nie stało. Taki maleńki obłęd, który jest, z którym śpisz i wstajesz rano. Pijesz z nim kawę i poniekąd jest Twoim przyjacielem, bo nic więcej Ci nie pozostało. Dużo myślisz. Wybierasz w głowie kolejne scenariusze, albo rozmawiasz z nim, jakby był obok i słuchał. Wyobrażasz sobie szczęśliwe zakończenie waszej historii, przypadkowe spotkanie, różne sytuacje, rozmowy, pocałunki. To smutne, prawdziwe, rzeczywiste. Taki dziwny czas, gdy miłość zamienia się w rozpacz serca.

EC

Kiedy programujesz mózg na jedną rzecz to wszystko, co jest obok Ciebie traci swój sens. Dlatego polecam sobie żyć na wielu płaszczyznach, zwracać uwagę na wszystko i nie skupiać uwagi na jednym aspekcie. Schody pojawiają się wtedy, gdy zaczynam kogoś kochać. I teksty typu: Ty jesteś najważniejsza, Twoje życie i Twoje szczęście, nie zmieniają mojego toku myślenia czy postępowania. Tak, ofiaruję moją dobroć, wsparcie i uwagę bezinteresownie i tak naprawdę, czasami, nie zastanawiam się, czy ktoś mi to zwróci w takim samym stopniu. Wiem jedno. Nikt nie będzie w stanie odwzajemnić mojego uczucia w takim natężeniu jak ja kocham. To magia i przekleństwo dla wysoko wrażliwych ludzi. Człowiek kocha cały świat, ale świat tak nie pokocha. Etap, w którym tego nie rozumiałam i walczyłam z tym uważam za zamknięty.

EC